torla - kamienna wioska
torla.blog.interia.pl
Powrót
15 cze 07 Liczba podwójna
Na przełomie doby staropolskiej i średniopolskiej, czyli na przełomie XV i XVI wieku, zaczyna zanikać powszechna do tej pory liczba podwójna. Tak, dawniej mieliśmy liczbę pojedynczą, podwójną i mnogą i były one w polszczyźnie dziedzictwem prasłowiańskim. I pomyśleć, minęło 600 lat, po liczbie podwójnej niby dawno zapadła kurtyna niepamięci, a my w dalszym ciągu używamy od czasu do czasu tych form, sami o tym nie wiedząc. A czasami mamy z tym dziwnym tworem niespotykane problemy, w ogóle nie rozumiejąc, skąd te kłopoty się wzięły.
W dobie staropolskiej powszechne było używanie zwrotów: dwa młodzieńca, dwa syna, dwie rybie, dwu aniołu, dwu dziewku, jeszcze w XVI wieku spotykało się: pojął dwie żenie, za dwie lecie. Jeżeli spytać się człowieka, który chociaż trochę interesował się tym tematem, z czym kojarzy mu się dawna odmiana liczby podwójnej, to powie, że z przysłowiem: „Mądrej głowie dość dwie słowie”. Tak, to prawda, „dwie słowie” to dawna odmiana liczby podwójnej.
Ale my przecież do dnia dzisiejszego używamy tej odmiany – chociażby Jurek Owsiak. Jego „Róbta, co chceta” (pewnie nieświadomie) odnosi się do dwóch osób i nosi charakterystyczną odmianę dla liczby podwójnej. Pięknym przykładem są liczebniki: sto (liczba pojedyncza) – dwieście (liczba podwójna) – trzysta, czterysta (liczba mnoga).
Przyjrzyjmy się bliżej fleksji wyrazu „ręka” w dawnej liczbie podwójnej i liczbie mnogiej, gdyż wiele to wyjaśnia: liczba podwójna - M. dwie ręce D. dwu ręku C. dwu rękoma B. dwie ręce N. dwu rękoma Ms. w dwu ręku W. o, dwie ręce! i liczba mnoga - M. trzy, cztery ręki D. trzech, czterech rąk C. trzem, czterem rękom B. trzy, cztery ręki N. z trzema, czterema rękami Ms. w trzech, czterech rękach W. o, trzy, cztery ręki!
I co się okazuje? Że do dzisiejszego dnia używamy słów „ręce”, „rękoma” i „w ręku”, które są reliktami liczby podwójnej. Wielu z nas zastanawia się, jak jest prawidłowo po polsku: „dwiema rękami” czy „dwoma rękoma”? A co z braćmi? Możemy powiedzieć: dwaj bracia, dwóch braci lub dwoje braci. I wszystkie formy są prawidłowe.
Drugą charakterystyczną cechą naszego współczesnego języka jest odmiana w rodzaju żeńskim słowa „dwoma” zamiast „dwiema”, i nie dotyczy to tylko rzeczy parzystych. Słowo „dwoma” jest reliktem po liczbie podwójnej, zaś „dwiema” jest bardziej popularne. Możemy powiedzieć „szedłem z dwiema kobietami”, jak i „dwoma kobietami”; „przyszedł z dwiema płytami”, jak i „dwoma płytami”. Niby ta forma powinna dawno zginąć, ale jakoś ku zdziwieniu językoznawców trzyma się dobrze.
Trzecim zestawem reliktowym we współczesnej polszczyźnie jest liczba podwójna rzeczy parzystych (także tych, które nasi antenaci uważali za parzyste). I z tym współczesna polszczyzna ma olbrzymi kłopot, w ogóle przeciętny człowiek nie daje sobie z tym rady – uczenie nazywa się to rodzaj gramatyczny rzeczowników mnogich podwójnych: spodnie, majtki, kalesony, rajstopy, sanki, nożyczki, właściwie również drzwi. Ponieważ te słowa są już same w sobie podwójne, współczesny Polak pragnąc powiedzieć o dwóch egzemplarzach zaczyna mieć kłopoty. I kombinuje - kupiłem „dwie sanki”, „dwa sanki”, bo powiedzenie „dwie pary sanek” znowu mu dziwnie brzmi w uszach. Bo przy majtkach, spodniach już się przyzwyczailiśmy mówić: „kupiłam dwie pary spodni”.
I tak po 600 latach w dalszym ciągu mamy relikty form, których formalnie już dawno być nie powinno. I zaczyna być zabawa, jak mąż kupi jedne drzwi, po namyśle kupuje drugie, przychodzi do domu i mówi żonie: „Kochanie, kupiłem do domu .......... drzwi”. Sama wyrafinowana rozkosz językowa.
komerski 2007-06-15
Szalenie ciekawe - najbardziej mnie zaskoczyło stwierdzenie że można powiedzieć "dwoje braci" - w podstawówce mnie wytresowano tak, że dwoje odnosi się do "par mieszanych", damsko męskich...
A ten stary dopełniacz "dwu ręku" jest prześliczny
Torlin 2007-06-15
Komerski!
Strasznie Ci jestem wdzięczny za wpis, bo myślałem już, że będzie pustka. A tak ... dopóki jeden wpisujący - sens jest. Można tak powiedzieć, ale jest to rzadkość, lecz dozwolona. Pozdrawiam.
zeen 2007-06-15
"I tak po 600 latach w dalszym ciągu mamy relikty form, których formalnie już dawno być nie powinno."
Rozumiem Torlinie, że wśród tych reliktów dziwujemy się także reliktami form życia. Taki Giertych Maciej - wynalzca dinozaura wszechpolskiego - takie formy życia wyginęły dawno w świecie, a u nas kwitną....
Pozdrów góry ode mnie.
Jolinek51 2007-06-15
Ja to tylko mogę napisać, że podziwiam wiedzę .... zatem nic mądrego nie mam do napisania :)))
Wachmistrz 2007-06-15
Sub die 8 Aprili żem u się hymnu "Deus Omnipotens" poprzez czeski na polszczyznę dawną przełożonego pomieścił z arcyciekawą formą liczby podwójnej "nodze obie". W tamecznem dyskursie między Cypryjanem Miłym a Ichmości Vulpianem takoż ciekawych spraw sporo:)
Kłaniam nisko:)
Torlin 2007-06-15
Jolinku! Sama Twoja wizyta jest dla mnie radością. Zeen! Góry przesunięte na 2 lipca, ale nie omieszkam... Wachmistrzu! Ja już czytałem arcyciekawy wpis na temat języka czeskiego, ale kombinuję jak koń pod górę, aby mój komentarz z kolei był ciekawy i dowcipny i szczerze mówiąc - nic mi ciekawego do głowy nie przychodzi. Serdecznie Was wszystkich pozdrawiam
Jolinek51 2007-06-15
Miło mi Torlinie :))) .... a swoją droga to człowiek mówi i się rzadko zastanawia czy dobrze mówi ... trudno bardzo poprawiać złe nawyki .... wiem coś o tym bo jak zawitałam do Warszawy jako 11-letnie dzicko - prawie z Kaszub - to by pozbyć się złej mowy chodziłam do takiego starego przyszywanego wujka (nauczyciela na emerturze) na nauki .... szkoda, że trwało to tylko rok .... czytanie wzbogaciło mój język .. ale praca zawęziła na długie lata zainetresowanie innymi dziedzinami wiedzy niż merytoryczna wiedza zawodowa .... pozdrawiam wszystkich serdecznie :))))
Torlin 2007-06-16
Wiesz Jolinku, mnie od dzieciństwa interesowały takie "dziwne" slowa, ciągle pytałem "A dlaczego?" Skoro mamy Święto Trzech Króli, to dlaczego idziemy do grobów królów, a nie króli? Co to znaczy "do siego roku", czy jaźwierz to jest borsuk, a jantar to bursztyn, czy listonosz to jest wyraz niemiecki, a wiśnia i czereśnia - ruski (ukraiński)? Taki ze mnie ciekawski czlowiek. Dlatego tak lubię pogadanki profesora Miodka, dużo mogę się ciekawego z nich dowiedzieć.
Hoko 2007-06-16
Najgorsze to są skarpetki... :D
Torlin 2007-06-16
Nie wiem, czy zauważyłeś, że nie dawałem przykładów rzeczowników podwójnych, które mają równocześnie liczbę pojedynczą, czy właśnie skarpety (skarpetki), buty, rękawiczki, narty, kijki, łyżwy, oczy, uszy, ręce, nogi - skarpeta, but, rękawiczka, narta, kijek, oko, ucho ręka, noga. I wtedy - niestety - gdy mówimy o dwóch kompletach, musimy powiedzieć "para" np. obserwowały nas dwie pary oczu, kupiłem dwie pary nart z dwiema parami kijków i równocześnie dwie pary rękawiczek. Hoko, ja się do Ciebie nie wpisywałem - chociaż czytałem - bo ni cholery nie wiem co napisać. Jestem zielony w tym temacie. To chociaż w ten sposób...
Cyprian Vaxo 2007-06-17
Zadałeś kilka pytań, ponieważ myślę, ze na niektóre znam odpowiedzi - piszę co wiem:
- ''sij, sia, sie'' zanikłe już zaimki wskazujące, znaczyły: ten następny, w zwrocie ''do siego roku'' znaczą [obyśmy w dobrym zdrowiu dożyli] następnego roku, (jest też i ludowe tłumaczenie o jakiejś Dosi, czyli Dorocie co żyła sto lat)
borsuk to inaczej jaźwiec, posiadacz jaźw, czyli potężnych pazurów, używanych do kopania nor,
jantar (litewski gintaras, gentaras) to niemiecki bursztyn (brenn stein - palący się kamień), a mineralogicznie sukcynit (czyli skamieniały sok - żywica wymarłej sosny Pinus succinifera),
czy listonosz to jest wyraz niemiecki - raczej nie, zarówno list czyli liść, jak i nosić są wyrazami rodzimymi,
wiśnia to zapewne ruska wisznia,
nazwa czereśni pochodzi od małoazjatyckiego portu Kerason po łacinie Cerasus, skąd niejaki Lukullus sprowadził do Italii kilkanaście uszlachetnionych drzewek (łac. nazwa rodzajowa to cerasus).
Torlin 2007-06-17
Cyprianie - co za cudowny komentarz. Jaki jestem szczęśliwy, że nie jestem samotny na świecie w swojej lingwistycznej ciekawości. Dla Twojej wiadomości listonosz ma taki związek z niemczyzną, że jest tzw. dosłownym tłumaczeniem - der Brieftraeger. Czy w ogóle historia pochodzenia wyrazów nie jest pasjonująca i wciągająca?Jjaka szkoda, że nie można zbadać genów wyrazów, skąd one pochodzą i którędy przeszły. Cyprianie, dzięki wielkie.
Cyprian V. 2007-06-17
Rzeczywiście, nie zwróciłem uwagi na kalkę językową, na jaką wygląda listonosz, ale jest i takie słowiańskie złożenie jak listopad, u nas to miesiąc, a u Bułgarów - zjawisko związane z porą roku, więc pytanie - w którą stronę ta odbitka zadziałała, w końcu Montelupi czyli Wilczogórscy działali u nas już 400 lat temu.
A jeśli mowa o "genach" języka, to chyba trzeba mówić o memach, geny są przekazywane dziedzicznie, a memy - drogą nauki, czy naśladownictwa.
Osobiście zajmowałem się (i to nieprofesjonalnie) tylko małym wycinkiem etymologii, odnoszącym się do nazw zwierząt, głównie naukowych, a po części i pospolitych, czego wynikiem był ich słowniczek (wrzuć w Google słowo Mantichora). Później okazało się, że takie nazwy zainteresowały i kilku innych przyrodników, ich prace można znaleźć w necie pod nazwiskami Mark Isaak, Arnold S. Menke, Douglas Yanega, także w niemieckiej wersji Wikipedii.
Tak więc, nie można powiedzieć iż jesteś całkiem samotny - dołączam niskie ukłony
Jolinek51 2007-06-17
Cyprianie Vaxo :)) ..... to Pan jest tym emerytowanym kustosze w Muzeum Zoologicznym UJ, w Krakowie? ..... Ale tu się ciekawych ludzi poznaje :))) .... i się człowiek wciąż czegoś nowego dowiaduje i uczy .... pozdrawiam serdecznie .
Hoko 2007-06-18
Geny języka też są. Uważa się, że pewne podstawowe gramatyczne zdolności językowe są właśnie zaprogramowane genetycznie i wszystkie języki maja wspólny rdzeń. Chociaż ostatnio pojawiły się doniesienia, że podział na języki tonalne/nietonalne może byc też jakoś "ugenetyczniony".
Ale to rzeczywiście inna kwestia i dla problemu poruszonego przez Torlina należy mówić raczej o memach.
Cyprian Vaxo 2007-06-18
Jolinku - Byłem tym kustoszem, ale niekoniecznie ''Panem'', na Uniwersytecie Jagiellońskim służba muzealna nie jest specjalnie poważana: najpierw idą (teoretycznie) pracownicy naukowo dydaktyczni i naukowo badawczy, później (czyżby później?) ADMINISTRACJA, dalej - pracownicy techniczni, to głównie laboranci, niekiedy wykładowcy, pracownicy obsługi czyli robotnicy, pracownicy ochrony, przerwa - służba biblioteczna, duuża przerwa - służba muzealna.
Jolinek51 2007-06-18
Cyprianie dziękuję za odpowiedź :))) ..... wnioskuję jednak, że mimo ustawienia się w szeregu zawodowym na samym końcu, to znalazłeś w tym zawodzie dużo zadowolenia z jego wykonywania lub, że pozwalał on na rozwijanie tych zainteresowań, które lubisz ..... miłego tygodnia i serdecznie pozdrawiam :))))))
Księga gości
 
O mnie
torla
58
,
Warszawa
Słówko o mnie
Jestem 55-letnim mężczyzną, zdrowym, wysportowanym, uwielbiajacym wędrówkę typu trekking, z muzyki jestem wielbicielem jazzu, osobiście lubię rzeczy poważne
Zobacz mój profil
Statystyki
Liczba osób które odwiedziły mojego bloga:
 
43778
Liczba osób które skomentowały mojego bloga:
 
997
Liczba osób które wpisały sie do Ksiegi Gosci:
 
20
Skontaktuj się
Temat:
Treść:
Podpis:
E-mail:
 
Archiwum
Rok 2009
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2008
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2007
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2006
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Zobacz serwisy INTERIA.PL